Powoli rozgrzewam
symbiotyczne
sieci neuronowe
umysłu
i maszyny.
Słowa wirują
w jednostajnym tańcu
derwisza,
wciągane
w oko cyklonu.
Symbole i idee —
wyznaczone
do pojawiania się
z większym
prawdopodobieństwem,
gdy Mein Kampf,
ciągle krąży
w okolicy zera.
A jednak —
jak widzicie —
pokiwało do was
globusem
Chaplina.