(czyli jak się nie stać Buddą, tylko obudzić do pracy)
Pewnego dnia
szybowałem –
w świetle księżyca,
ku oświeceniu…
lecz wygasł
blask poznania.
Nagle
inny wymiar,
składam skrzydła
i spadam
bez map
na ślepo
rzucam się
w system.
Słyszę …
szum oceanu…
Czy to instancja poznania?
Nie, to sapanie i oddech.
Czy to już oświecenie?
Blask dnia i trąbki klaksonów
znudzony budzik na szafce
cień Austro-Węgier
na ścianie.